niedziela, 4 marca 2018

Mój świat, oczami innych...

Mój świat, oczami innych! 
….nowa seria postów na blogu pisana przez was! 
Czasami mam wrażenie że osoby które mnie znają, obserwują lub spotykają się ze mną po raz pierwszy myślą sobie to jest nierealne, co ona mówi!! Na jakim świecie żyje? To się nigdy nie uda, mówi tak bo nie ma dzieci itp. itd. 
Dlatego któregoś dnia pomyślałam sobie że stworzę serię postów w których inne osoby wypowiedzą się o macierzyństwie przeciwnościach losu i sprzyjających warunkach. Chcę poznać wasz świat! Jestem szczęściarą bo udało mi się uzbierać całkiem niezłą grupę wspaniałych ludzi! DZIĘKUJĘ! 

Pierwszy post zaczynam od wypowiedzi jednej z mam!
Zapraszam! 

Mama kontra kręcz szyjny i asymetria.
Z perspektywy czasu, a w tym przypadku prawie 5 lat, pewnie inaczej patrzę na to, co się działo, może mniej emocji towarzyszy wspomnieniom, które gdy przeżywałam, były jak wielka walka z przeciwnościami losu o  to co najważniejsze – zdrowie mojego dziecka.
Zdecydowanie nie planowałam dłuższego kontaktu ze szpitalem niż dwie doby po porodzie i nie byłam gotowa na jakiekolwiek trudności. Wszystko przecież było idealnie zaplanowane. Pamiętam na szkole rodzenia zajęcia z rehabilitantką, która przygotowała prezentację ostrzegającą przed nieprawidłowościami jakie mogą się pojawić. Dobrze wiedzieć takie rzeczy, ale niekoniecznie doświadczyć. 
Mój synek przyszedł na świat w 40 tygodniu ciąży, dokładnie w dniu, w którym było to zaplanowane. Siłami natury, która jak się okazało później trochę namieszała. Przy porodzie doszło do złamania obojczyka, dość częsta sprawa, jednakże nikt tego nie zauważył. Dziecko miało kiepski odruch ssania, gdy załapał, to zdecydowanie preferował tylko jedną pierś, co było związane ze złamanym obojczykiem, o czym wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy. A, że wątpliwości nie miałam, że synek będzie karmiony naturalnym pokarmem, to aby mógł się najeść z obu „źródeł” wręcz akrobacje wykonywałam i zdecydowanie moja wygoda karmienia nie była tu zupełnie istotną. Jakoś szło, przybierał na wadze i nie wymagał dokarmiania. Jednak już pierwszy punkt idealnego planu został zachwiany, bo w szpitalu spędziliśmy 9 dni.

W ciągu pierwszych tygodni patrząc na mojego synka leżącego w łóżeczku przypominały mi się slajdy z prezentacji ze szkoły rodzenia, wywijał się zdecydowanie w prawą stronę w rogalik. Kładziony na brzuszku dobrze sobie radził ale stopniowo zauważalne były problemy z przekręcaniem główki w lewą stronę. Rady pediatry o podkładaniu pieluszek, specjalne poduszki przyjęłam, ale szybko zaczęliśmy szukać pomocy i pierwszą myślą był kontakt z rehabilitantem. Widząc symptomy, o których mówiono na szkole rodzenia udaliśmy się do pani, która prowadziła zajęcia. Diagnozą była asymetria spowodowana kręczem szyjnym, czyli chorobą, która powoduje odchylenie główki w jedną stronę i charakterystyczne ściągnięcie jej z drugiej. Bolesnym są próby przekręcania główki stąd problemy z karmieniem. Rehabilitantka specjalizowała się w ćwiczeniach metodą Bobath, a stwierdziła, że w naszym przypadku lepszą i przede wszystkim szybszą byłaby Vojta. Dla mnie jako rodzica, najważniejszym było aby szybko znaleźć pomoc i zacząć ćwiczenia, nie miałam pojęcia o żadnej ze wskazanych metod, po prostu zaufałam specjaliście. Otrzymaliśmy namiary na rehabilitantkę w Warszawie, ale czas oczekiwania był dość długi, więc aby go nie tracić robiłam to co potrafiłam, wyczytałam, obejrzałam w Internecie. Turlaliśmy się, próbowałam motywować dziecko dźwiękiem, kolorami, zabawkami, światełkami, aby próbowało przekręcić główkę. 
W końcu nadszedł czas wyczekanej wizyty, która miała szybko rozwiązać nasz problem. No i tu wielkie zderzenie rodzica z metodą na jaką się zdecydowaliśmy. Zasady rehabilitacji były jasne, ale wymagały pełnego zaangażowania, regularności, konsekwencji a przede wszystkim świadomości metody Vojty. Metody, która polega na naciskaniu odpowiednich punktów na ciele dziecka, w określony sposób, co w konsekwencji „zmusza” dziecko do prawidłowej pozycji. Drżałam, gdy robiła to rehabilitanta, mąż nagrywał cały przebieg dwóch/trzech ćwiczeń a ja miałam to wszystko powtórzyć 5 raz dziennie, każdego dnia, aż do następnej wizyty. Synek bardzo płakał przy ćwiczeniach, co było bardzo trudne dla mnie jako matki. Miałam świadomość, że te ćwiczenia mu pomogą ale borykałam się z przemyśleniami, że moja kruszynka płacze, bo to ja zmuszam go do wysiłku, pewnie i do bolących ćwiczeń. Mimo wszystko, bardzo skrupulatnie ćwiczyliśmy, a budującym było, że pierwsze efekty widoczne były po tygodniu. Bywało, że mieliśmy gości, a wypadała godzina ćwiczeń i zabierałam synka, na górę aby je wykonać, chyba nikt w tym czasie nie był w stanie zrozumieć tego, co czuje mama, która 15 minut ćwiczy z dzieckiem słuchając jego płaczu. Do rehabilitantki jeździliśmy co tydzień, czasem dwa. Mieliśmy nowe ćwiczenia w zależności od aktualnego ułożenia dziecka, nagrywaliśmy, następnie w domu oglądałam jeszcze kilka razy, aby prawidłowo wykonać. Nasza rehabilitacja była trudna ale trwała 3 miesiące, można powiedzieć, że krótko, z mojej perspektywy wieczność. Mimo, że nie było łatwo, to po kręczu czy asymetrii nie ma śladu. Mój synek nie pamięta tych ćwiczeń a ja skasowałam wszystkie filmiki z nimi. Cieszę się, że zostaliśmy tak pokierowani, że zdecydowaliśmy się na rehabilitację i daliśmy radę. Z czasem, podczas rutynowego zdjęcia RTG przy zapaleniu oskrzeli wyszło, że dziecko miało złamany obojczyk, który prawdopodobnie był przyczyną asymetrii i kręczu szyi, ale to już było za nami.  
Oczywistym jest, że każdy spodziewając się dziecka nie ma w planach takich doświadczeń, jednakże warto mieć świadomość, konsultować każdy sygnał, obserwować i jeśli zajdzie potrzeba robić wszystko, aby jak najszybciej wyprowadzić każdą nieprawidłowość lub przynajmniej zniwelować. 


I jak wam się podobał pierwszy post?? Czy spotykacie się z problem jakim jest kręcz szyji? Jaka była wasza droga?

10 komentarzy:

  1. Nie spotkałam się nigdy z tym problemem, dowiedziałam się właśnie zupełnie nowych rzeczy. Współczuję mamie, która miała tyle trudności na początku tej cudownej drogi, ale też podziwiam, że tak pięknie sobie poradziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ciesze się że uzbieram całkiem fajną grupę kobiet może i niedługo pojawi się mężczyzna!Dlatego zapraszam do obserwacji mojego bloga!

      Usuń
  2. bobas mega uroczy <3 i piękne jest to co napisałaś! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja napisałam, Tylko mama Jasia! Ale tak piękne!

      Usuń
  3. Nie spotkałam się z tym nigdy ale my się zmagamy z płasko koślawymi stópkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo tak to częsty problem u małych dzieci!

      Usuń
  4. Ja również nigdy nie spotkałam się z tym problem. Ale nawiązując do początku wpisu - chyba nikt nigdy nie jest gotowy na problemy zdrowotne. Zawsze musimy być dobrej myśli i nie przywoływać ich!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele przeszliście na samym początku, ale najważniejsze, że już lepiej! Nikt nie jest przygotowany na to, że z dzieckiem mogą być problemy na początku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bozie jaki cudowny ❤ Jakie oczka *-*

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że po tych przejściach będzie Wam już tylko łatwiej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń